Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Wet West Coast
Zwiń mapę
2010
27
mar

Wet West Coast

 
Nowa Zelandia
Nowa Zelandia, Franz Josef
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 25608 km
 
No wlasnie. Generalnie byliśmy na Zachodnim Wybrzezu - czyli West Coast, ale miejscowi nazywaja te czesc kraju Wet Coast - czyli Mokre Wybrzeze. I sie nie myla... Caly czas pada sobie deszczyk, pada... Hostelik trafilismy bardzo przyjemny - Ivory Towers. Pokoik z czterema lozkami tylko do naszej dyspozycji, bardzo dobrze wyposazona kuchnia, dostepny internet, miejsce do wysuszenia namiotu i pozostalych rzeczy, bardzo mile, miedzynarodowe (Izrael, Polska, Austria, Hiszpania, Niemcy) towarzystwo. Czyli to wszystko, co było nam do szczescia potrzebne:) Tyle, ze dalej nie mielismy bladego pojecia, co powinnismy robic... Wiadomo, ze jeśli taka pogoda utrzyma sie dalej, to nie ma najmniejszego sensu gdzies tam lezc i w deszczu ogladac slynne lodowce. No bo to ani nam sie nie będzie podobac, ani tez nie da nam chocby krzty przyjemnosci. Z braku lepszych pomyslow postanowilismy sie dobrze wyspac, a nastepnego ranka cos wymyslimy.
No i co? Oczywiście nic nie wymyslilismy, a pogoda bez zmian... A chcielismy tyle rzeczy zobaczyc z tej strony Nowej Zelandii... Ale nic to. W beznadziejnych humorach przygotowalismy sniadanie. I objawila sie Ona! Pink Lady! Mloda dziewczyna z Austrii - Katie. Poprzedniego wieczoru akurat niewiele z nia rozmawialismy. Okazalo sie, ze podrozuje sama wynajetym samochodem koloru rozowego! Ona sama nazwala to auto Pink Lady, a potem my tak zaczelismy nazywac Katie:) Jak uslyszala, ze nie mamy samochodu, ze chcemy zobaczyc jeszcze to i tamto, ze mamy sprecyzowane plany, ale dosc mocno przeszkadza nam pogoda, to bez chwili wahania postanowila nas zabrac ze soba!:) Rewelacja! No to musielismy zasasdniczo przyspieczyc nasze dosc powolne ruchy (ona była już gotowa do wyjazdu, a my ciagle w proszku...) Koniec koncow kolo 9.30 rano ruszylismy razem! I to we 4 osoby, bo miala jeszcze z poprzedniego dnia autostopowicza - Hiszpana do zabrania do Franz Josef Glacier. Co za dziewczyna! Ciagle padalo, wiec wspolnie postanowilismy, ze lodowca Fox Glacier już ogladac nie będziemy, tylko pojedziemy do nastepnego - Franz Josef. Po 30 minutach byliśmy na miejscu. Wysadzilismy Hiszpana na drodze, a sami podjechalismy na parking w poblize lodowca. Wciaz padalo, ale skoro mielismy transport nie wahalismy sie pojsc na spacer. Ubrani w wodoodporne ciuszki pomaszerowalismy z Pink Lady pod lodowiec (nie tak od razu, bo pomylilismy sciezki...). Miejsce kapitalne. Nawet na nasza czesc przestalo padac:) Lodowiec spory, ale jego fenomen polega na tym, ze dookoła niego rosnie las deszczowy, a on sam lezy wyjatkowo blisko oceanu...:) A co jeszcze nas zaskoczylo, to jego kolor... Spodziewalismy sie brudnej bieli, a on był... lekko blekitny:-) Piekna kotlina, kilka wodospadow, dlugi i przyjemny spacer pod czolo lodowca! Bardzo sympatycznie! Udalo sie jednak ktorys z lodowcow zobaczyc:) Z Katie ruszylismy dalej. W Hokitika zatrzymalismy sie w nefretytowym centrum. Obejrzelismy wyroby z tego mineralu, podejrzelismy proces obrobki, Danusia kupila jakies kamlotki na pamiatke:) Nic powalajacego, ale interesujace miejsce. Potem dotarlismy (niestety w deszczu, no bo po co inaczej...) do Punakaiki. To miejsce mielismy w planach tez od jakiegos czasu. Przepiekny kawalek wybrzeza, gdzie skaly w ksztalcie niezliczonych plackow nalesnikowych tworza kapitalne formy:) Gdyby nie pogoda, to by było pewnie cudownie. Jednak tam zmoklismy już dosyc konkretnie. Ubranie Pink Lady tego nie wytrzymalo i musiala sie cala przebrac... Ale jechalismy dalej. Tak naprawde, to z tego West Wet Coast chcielismy już uciekac w kierunku Abel Tasman National Park, gdzie miala być ladniejsza pogoda. Jednak Katie wymyslila, ze ona jedzie do Karamea, spedza tam noc, a nastepnego dnia do Golden Bay, to może pojedziemy razem...? Czemu nie! Tym bardziej, ze Abel Tasman jest po drodze do Golden Bay...!:) Wiec dalej razem pojechalismy do Westport, gdzie zrobilismy zakupy (w tym wreszcie cos extra) i droga na koniec swiata do Karamea. Dalej już nic nie ma! I trafilismy kapitalnie! Co za miejsce! Turystycznie nic wybitnego, ale jeśli ktos chce na chwilke zapomniec o swiecie, to to miejsce jest idealne:) Chyba w jedynym w miasteczku hosteliku spedzilismy niezapomniana nocke:) Klimat nieziemski, wyluzowani ludzie, troche hipisowkie nastroje, atmosfera bardzo luzacka. I do tego bardzo dobrze wyposazone miejsce. Ale najwazniejsze było to, co mialo swoja siedzibe w szopie za hostelem! Otoz w szopie za hostelem swoja siedzibe miala rozglosnia lokalnego radia! Jaki czad! Radio może dla kilkuset osob zamieszkujacych najblizsze okolice, ale jaki klimat! Ja piernicze! No i co za ludzie! Dwoch nawiedzonych prowadzacych i jeszcze bardziej dziwni goscie, no i cale towarzystwo z hostelu! Do mikro studia przylegala sala "wypoczynkowa", gdzie były fotele, kanapy i pelno przeroznego sprzetu. A ze prowadzacy byli bardzo goscinni, to szybko rozpoczal sie koncert zyczen i w radio lecialy tylko najlepsze i przez wszystkich oczekiwane kawalki. Jaki klimat! Zabawa trwala chyba do 1.30 w nocy!:) Oczywiście nasza Pink Lady wiodla prym i urzekala towarzystwo swoimi wdziekami:) Było uroczo!
Tylko pobudka nastepnego dnia stanowila pewien problem...:) Jednak jakos sie pozdbieralismy, zapakowalismy do rozowego autka i ruszylismy. Katie uparla sie, żeby przed opuszczeniem tych rejonow zawitac do Oparara i zobaczyc jakas jaskinie. Dobra. My nie mielismy wyjscia wiec za bardzo nosami nie krecilismy. Tylko raz pokrecilismy droge i po godzinie byliśmy na miejscu. I warto było. Przepiekny las w Kahurangi National Park z licznymi jaskiniami. Trafilismy do jednej z nich. Sama w sobie taka sobie, ale po dojsciu na jej koniec, kiedy zgasilismy latarki...!:) Poczulismy sie jak w planetarium! Nad nami zaczely pojawiac sie dziesiatki gwiazd!! A tak dokladnie nie gwiazd, tylko jakis swiecacych stworow (takie a'la swietliki). Wrazenie niesamowite. Byliśmy autentycznie zauroczeni!:) Eh...W innej jaskince z kolei pomieszkiwaly dziwne pajaki... A okoliczne lasy! Przecudowne! Ogromne paprocie drzewiaste po prostu nas powalily!
Potem już tylko dluga droga w kierunku Abel Tasman. Pink Lady nie wytrzymala dystansu i poprzedniego wieczoru. Musialem ja zmienic za kierownica i szybko razem z Danusia zasnely:) No wlasnie. Danusia wczesniej nie spala, bo Katie była absolutnie swiezym kierowca i jezdzila baaardzo niepewnie... Nawet kilka razy mielismy powazne problemy z utrzymaniem sie na drodze... Sam tez sie lepiej poczulem, kiedy miałem kierownice w swoich rekach, a pod nogami pedaly, a nie uginajaca sie pod naporem chcacych hamowac nog podloge...
Wczesnym wieczorem dotarlismy do hostelu i pola kempingowego Barn w Marahau na skraju Parku Narodowego Abel Tasman. Byliśmy na miejscu!:)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (47)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
Cio I.
Cio I. - 2010-03-29 18:56
Hej! No comment! Chciałoby się tam być, teraz zaraz, może być w deszczu, w niepogodzie! Co za kraj pełen dziwolągów i zaskakujących sytuacji. Świetni, gościnni ludzie, nie zjadają białych, wręcz przeciwnie karmią ich, wożą samochodami, typek ze zdjęcia Franz Josef przebił wszystkich. Lady Pink jest rewelacyjna! Przyroda niesamowita, smierdzące lwy morskie, władcy plaż, błękitne lodowce i palmy, wszystko w jednym. Wybieram tę wyspę ..., w następnym życiu!
 
ALICJA B.
ALICJA B. - 2010-04-02 09:29
Ja też się tam przenoszę jak córki podrosną, spłacę kredyt, uzbieram na bilet ......to za jakieś 50 lat. Super miejsce na emeryturę pod warunkiem, że jeszcze będę żyła :)
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018