Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Czas na lenistwo!:)
Zwiń mapę
2010
10
lut

Czas na lenistwo!:)

 
Australia
Australia, Second Valley
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 21044 km
 
Upal nas wykanczal. Alex zostawil nas w cieniu drzew, mielismy kilka butelek wody, ale to i tak nie lagodzilo skwaru. W to niedzielne przedpoludnie było 43 stopnie w cieniu... Stwierdzilismy, ze jeśli nic nas przez najblizsze 3 godziny nie zabierze, to wracamy do Joe i jego fantastycznego domu. Woda schodzila w zastraszajacym tempie; na szosie ruch spory, ale jakos nic nie chcialo sie zatrzymac. Minela już druga godzina czekania, kiedy zatrzymal sie jakis maly samochodzik. To była "szkarada"!! Calkiem podobna do naszej - zostawionej w PL na pastwe mojego brata:) W srodku para mlodych ludzi. Jechali do Victor Harbor. To niestety nie był nasz kierunek. Ale chyba musielismy dosyc kiepsko wygladac, bo najzwyczajniej w swiecie sie nad nami zlitowali i postanowili nadlozyc kilkadziesiat kilometrow i zawiezc nas do Second Valley. Co za ludzie!:) Daihatsu Charade dowiozla nas prosto pod brame caravan park. Byliśmy w miejscu, w którym mielismy spedzic troche czasu...
Kylie i Brett - menadzerowie tego miejsca - okazali sie para milych ludzi pomiedzy trzydziestka i czterdziestka. Nie będę wszystkiego opisywal w szczegolach, żeby Was nie zanudzac, wiec tylko skroty:) Ok?
Kemping nie jest najwyzszego standardu. Spory teren, kilka skromnych domkow do wynajecia i kilkanascie przyczep kempingowych. Niestety wiekszosc z nich w dosc oplakanym stanie... Kilkadziesiat miejsc do postawienia przyczep albo namiotow. Jest pawilon z kibelkami i prysznice, wiata ze stolami i laweczkami i gazowym grillem, gdzie mozna przygotowac sobie posilki i pozmywac naczynia. Jest tez sklepik ze wszystkim, co w takim miejscu może być potrzebne (przede wszystkim napoje, jedzenie, sprzet do wedkowania i nurkowania), ktory tez pelni funkcje biura i recepcji. No i jest nasz dom!:) Drewniany z 3 pokojami, kuchnia, kibelkiem i lazienka, do którego przylega zaplecze techniczne osrodka. Mieszkamy wspolnie z Shannonem. To ze 100 kilo 34-letniego faceta po przejsciach, ktory pracuje w Second Valley (S.V.) na stale. Poza praca przesiaduje calymi dniami na swoim fotelu, oglada filmy i je, beka i pierdzi... Je wszystko i prawie bez przerwy. Chipsy, cukierki, slodkie rolady, wszelkiego rodzaju miesa, kielbaski itd... Troche taki zwierzak, ale jest bardzo sympatyczny. Najlepszy jest w momentach, kiedy oglada jakis film i od czasu do czasu (co 1-2 minuty...) wybucha gromkim smiechem na caly glos. Często w dosc dziwnych momentach...:) Na poczatku mielismy spory problem, żeby sie z nim dogadac, ale teraz jest troche lepiej. W caravan parku ruch jest praktycznie tylko w weekendy. W ciagu tygodnia można sie lenic godzinami i nic nie robic:) No wlasnie. Nasza praca. Tak naprawde, to nie jest praca, bo pracowac w Australii nie możemy. Wiec my tylko pomagamy Kylie i Brettowi w utrzymaniu osrodka. Rano (skoro swit - od godz.9...)sprawdzamy toalety i prysznice. Potem krecimy sie wokół sklepu zbierajac smieci i doprowadzajac miejsce do porzadku. Zazwyczaj kolo godz.10 mamy koniec. Jeśli zwalniaja sie jakies domki albo przyczepy, to musimy je posprzatac. Najgorzej jest w niedziele, bo po weekendzie zwalnia sie duzo miejsc i pracy jest sporo. Ale zazwyczaj mamy do posprzatania jedno lokum, czasami dwa czy trzy. Ale to zajmuje najwyzej godzinke. Od 13 do 14 troche bardziej gruntownie sprzatamy toalety i prysznice, co 2-3 dni robimy pranie poscieli. Wiec od 15 mamy spokoj. Az do 20, bo wtedy ruszamy znowy do sklepu. Danusia sprzata wewnatrz, ja uzupelniam towar. Potem tylko kontrolne sprawdzenie kibelkow i już. Pracy mamy 4-5 godzin dziennie. W zamian za te pomoc dostajemy kieszonkowe i pelne utrzymanie. Lodowka peka w szwach, możemy podbierac lody czy napoje, a Kylie dostarcza mi nawet tyton, filterki i bibulki:) Jedyne pieniadze wydalismy do tej pory tylko na piwo, bo tak glupio nam jakos tak prosic o ten trunek:)
No ale to nie wszystko:) Samo S.V. lezy w niesamowitym miejscu. Oprocz caravan parku jest tutaj tylko kilka domkow i nic wiecej. Totalny spokoj, minimalny ruch samochodowy, niewiele ludzi. I to co nas urzeklo. Stare, wysokie drzewa z dziesiatkami fruwajacych roznych ptakow! Biale, biale z zoltymi grzebieniami, czarne, czarne z bialym, czarne z zoltym, szare z rozowym, szare z czubkami, male wielokolorowe...:) Staralismy sie (i nadal staramy!) robic im fotki, ale one sa zbyt szybkie i pojawiaja sie w roznych miejscach i bardzo ciezko jest je ustrzelic. Obiektyw nie zawsze daje sobie z nimi rade. Mam nadzieje, ze nam wybaczycie, ze niektóre ujecia nie sa idealne...:) Rzecz jasna nie mamy pojecia jak sie nazywaja. Udalo nam sie tylko kilka gatunkow zidentyfikowac pokazujac znajomym zdjecia. Rozne ptaki pojawiaja sie w roznych porach dnia. Od rana najwiecej jest strasznie halasliwych bialych i bialych z zoltym; z kolei wieczorem koncert daja szare z rozowym. Jest bosko. Fruwaja calymi stadami i skrzecza niesamowicie. Ale ptaki to jedno. Jakies 200m od nas jest urocza zatoczka z piaszczysto-kamienna plaza i krystalicznie czysta woda oceanu. Praktycznie codziennie zanurzamy nasze cialka w przyjemnie chlodnej wodzie:) Wiemy, ze w PL nadal jest dosyc chlodno, wiec dla odrobiny rownowagi dodam, ze dzisiaj było 37 stopni:)) Musimy tylko uwazac na rekiny... No, w koncu to Australia. Wiemy, ze w tej czesci oceanu czasami pojawiaja sie dwa niebezpieczne gatunki tych milych rybek. Jednak do pewnego popoludnia wcale ich nie widzielismy. Zazwyczaj na plazy i w wodzie jest pare osob i nigdy nie było widac, żeby ktokolwiek tym faktem sie przejmowal... Ale nadszedl ten dzien! Nie było upalu, zero ludzi na plazy, nikt nie plywal, delikatny wiaterek. Super! W klapeczkach, z recznikami i okularkami w reku podeszlismy do plazy. Ocean wygladal pieknie. Czulismy, ze cos jest nie tak... Zaczelismy wpatrywac sie w wode. Posrod fal pojawialy sie czarne trojkaciki... Jak nic to były pletwy grzbietowe rekinow!! Danusia zostala na plazy, ja szybko pobieglem do domu po lornetke. Ledwo dyszac zaczelismy ponownie przegladac wode, tym razem uzbrojeni w odpowiedni sprzet. Ale nic. Nic nie moglismy wypatrzec. Tylko woda. Może to była tylko nasza wyobraznia?? Jednak z kapieli zrezygnowalismy... Wieczorem opowiedzielismy te historie Kylie i Brettowi. Stwierdzili, ze to niekoniecznie było przewidzenie, bo szczególnie w taka pogode rekiny lubia sie tutaj pojawiac... No ladnie!:)
Poza kapielami (bez rekinow!) od czasu do czasu chodzimy z Shanonem na ryby (jednak do tej pory z baaardzo mizernym, żeby nie mowic katastrofalnie kiepskim skutkiem:))Dojscie do oceanu jest wyciete przez Nature w klifowym brzegu, wiec po lewej i prawej stronie rozciagaja sie wzgorza, ze stromymi zboczami opadajacymi wprost do morza. Sliczne miejsce i kapitalne widoczki!:) Już w pierwszych minutach naszego pobytu w S.V.poczulismy sie jakos tak pozytywnie. I tak tu jest. Totalny relaks, zero stresow, malo pracy, mili ludzie, ptaki, ocean, w lodowce zimne piwko...:)
No wlasnie. Przed przyjazdem do Austarlii obawialismy sie, ze tutaj będziemy spali pod namiotem, jedli chinskie zupki i makaron z ryzem w roznych wariacjach, ze będziemy najskromniej w czasie naszej podrozy zyc, ze nie będzie nas stac na nic...I z tym ostatnim to prawda - na nic nas nie stac, bo wszystko jest koszmarnie drogie; ale reszta?!!:)) Jak do tej pory zaplacilismy tylko raz za nocleg. A tak zawsze spimy w przyjemnych warunkach, jemy regularne posilki, przyrzadzamy calkiem niezle obiadki, a nawet popijamy czasami jakies zimne napoje;) To jest niesamowite. W najdrozszym kraju wydajemy chyba najmniej pieniedzy. Ale biorac pod uwage, ze wydalismy ponad 600$ na wycieczke do Uluru, zaplacilismy już 400$ za bilety do nastepnego przystanku i czeka nas kupno biletow na kolejny kontynent za około 4500$ to oszczedzanie i tanie zycie wydaje sie być jak najbardziej uzasadnione... Strasznie cienko będziemy piszczec, ale mamy nadzieje, ze jakos przezyjemy. Może sie znajdzie jakis bogaty wujek z Ameryki albo cichy sponsor i pewnego dnia pojawi sia na naszym koncie jakas przyjemna sumka...??:) Dobra! Wracamy do S.V.
Zyjemy tu w pewnym blogostanie. Tylko raz szkoczyla nam andrenalina. Nie tylko nam, ale wszytskim dookola. Pewnego dnia Kylie poinformowala nas o pozarze buszu szalajacym kilknascie kilometrow od nas i zasugerowala, żeby przygotowac sie do ewakuacji. S.V.lezy w takim miejscu, ze bardzo latwo może zostac odciete od swiata. No to sie pakujemy. Danusia oczywiście nie wierzyla, bo generalnie nic szczegolnego sie nie dzialo, nie było jakis komunikatow, paniki na kempingu, nic. Caly czas krecila nosem, ze sieje niepotrzebny zamet, jednak sie spakowalismy i wrocilismy do swoich obowiazkow. Po sprzataniu kibelkow i prysznicow wrocilismy do domu i już było widac jakies poruszenie wsrod wczasowiczow. A było ich wtedy ponad setka... Chwile pozniej pojawil sie Shanon z krotkofalowka w reku i oswiadczyl, ze szykujemy sie do ewakuacji. Ladny bigos! Okazalo sie, ze wiatr wzmogl sie na sile i obrocil w nasza strone. Zagrozenie pozarowe stalo sie bardzo powazne i absolutnie realne. Cale szczescie byliśmy już spakowani, wsadzilismy nasze plecaki i reklamowki do shanonowego samochodu, objechalismy cale pole sprawdzajac, czy do wszystkich dotarla informacja o ewakuacji. Sporo ludzi biegalo dookoła przyczep i namiotow, w pospiechu zbierajac co najbardziej wartosciowe rzeczy i wrzucajac wszystko do samochodow. Widac było duze zdenerwowanie, ale bez paniki. Wiedzielismy, ze wszyscy maja w pamieci tragedie sprzed roku, kiedy zginelo sporo osob w pozarach poludniowej Australii...Po kilkunastu minutach cale S.V.było puste i tylko na drodze wyjazdowej dlugi sznur samochodow zmierzajacych do Normanville (15km), gdzie mielismy czekac na rozwoj wypadkow... Cale szczescie po dwoch godzinach nerwowego wsluchiwania sie w wiadomosci Kylie i Brett dali haslo do powrotu... Wszyscy odetchneli z ulga, a najbardziej chyba wlasnie oni, bo w S.V.zostawili caly zyciowy dobytek.
Poza tym jest rozkosznie leniwie. Robimy swoje, ogladamy TV, Danusia meczy sie z hiszpanskim, ja ukladam pasjansy:) Strasznie nam tylko brakuje internetu. Tylko w oddalonym o kilkanascie kilometrow miasteczku jest szansa skorzystania z sieci w publicznej bibliotece. Nie można tam jednak niczego do sieci wpuszczac, wiec relacje i fotki musza poczekac. Ale jakos dajemy rade:) Może tekst uda ma sie wrzucic na geoblog ze sklepowego komputera.
Ladnych kilka razy spotkalismy Polakow i moglismy sobie troche po polsku ponarzekac:) Jest nas w Australii naprawde sporo. Przegladalismy ksiezke telefoniczna z Adelajdy i byliśmy w szoku!:) Pelno Kowalskich i Nowakow! Tylko Smithow troche wiecej:)
Tu jest chyba zbyt spokojnie, bo już nawet zaczelismy odrobinke tesknic za wyrwaniem sie dalej. Ale nie ma co sie spieszyc. Zostaniemy tu najprawdopodobniej do konca lutego. Nasza australijska wiza będzie sie konczyc 17.03 i do tego czasu musimy opuscic ten kraj. Tych kilkanascie dni powinno wystarczyc, żeby zobaczyc jeszcze kilka miejsc. Nie możemy sobie na zbyt wiele pozwolic, ale mamy nadzieje, ze jeszcze będzie ciekawie.
Zobaczymy!
Nie wiemy, kiedy nam sie uda dostac nastepny raz do internetu, wiec prosimy o cierpliwosc!:)
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (47)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (9)
DODAJ KOMENTARZ
AlicjaB.
AlicjaB. - 2010-02-12 11:46
Witam Was serdecznie! Jak zwykle poprawiliście mi samopoczucie tymi pięknymi zdjęciami.
Wy chociaż widzicie kolory świata. Nam pozostają odcienie szarości i dużo bieli. Nie pamiętam kiedy ostatnio było tyle śniegu. Dobrze, że mrozy trochę ustąpiły.
Pozdrawiam i życzę Wam powodzenia.
 
Marek
Marek - 2010-02-12 12:47
witam
od kilku dni rozczytuje sie w Waszych podrozach.
extra przezycia, fajne zdjecia i opisy.
jak do tej pory najbardziej zafascynowal mnie nepal
trzymam za Was kciuki zycze powodzenia i dotarcia szczesliwie do celu:)

 
Jarek Konieczka
Jarek Konieczka - 2010-02-13 16:03
No w końcu się odezwaliście bo sluch o Was zaginął na dość długo. Trzymam kciuki za dalszą podróż i życzę powodzenia mam nadzieję że szczęście będzie Wam nadal towarzyszyć.
 
JUDI
JUDI - 2010-02-15 08:42
Jesteście w raju !!!!! Ja też tak chcę ;)
Pozdrowionka i powodzenia !!!
:):):):)
 
E.D.
E.D. - 2010-02-18 22:56
Bardzo się cieszę, że tak przyjemnie upływa Wam czas...Piękne zdjęcia! W Polsce zima nadal się trzyma, chociaż dzisiaj śnieg topniał. SMS nie dotarł...Za to przeczytałam maila.
Dzięki!!!
 
Cio I.
Cio I. - 2010-02-21 11:38
Hej! Zdjęcia jak zwykle wspaniałe i czas na relaks również. Tak w cichości ducha porównuję z opisami pewnej wyprawy do Wenwzueli, na obóz przetwania w dżungli, gdzie jest teraz susza, wodospady zniknęly, zwierzęta uciekły, a z drzew zostały suche badyle, a miało być tak pieknie ?;-/ Powodzenia i trzymajcie sie zdrowo!
 
Jacek i Hanka
Jacek i Hanka - 2010-02-25 22:32
Namierzyłem na google maps wasz camping :-)
A 3 kilometry na prawo od was jest porcik jachtowy i chyba pole golfowe w miejscowości Wirrina Cove.
Pozdrowionka i czekamy na dalsze relacje :-)
 
Sylwia Wytykowska
Sylwia Wytykowska - 2010-02-28 15:56
Danuśka - najlepsze życzenia urodzinowe...słońca w sercu a na twarzy promiennego uśmiechu, bo jest on kluczem do każdych, nawet najbardziej zamkniętych drzwi....
Ale piękne fotki...a u nas jeszcze tak zimno i tak tęsknimy do wiosny....
Pozdrowienia
 
Basia K.
Basia K. - 2010-03-06 11:01
Wasze zdjęcia podczas całej podróży są piękne, ale kolory Australii to jest cudo !!!
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018