Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Droga do Alice Springs:)
Zwiń mapę
2009
22
gru

Droga do Alice Springs:)

 
Australia
Australia, Alice Springs
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 19323 km
 
Pieklo i raj!
Lokalnym autobusem za 2$ wydostalismy sie bez problemu poza miasto. Ustawilismy sie na stopa przy Stuart Hwy niedaleko skrzyzowania z Palmerstone i zaczelismy czekac... Ruch dosyc spory. Pewnie wiekszosc z mijajacych nas aut to był ruch lokalny, ale i tak wygladalo to niezle. Nawet widzielismy kilka drogowych pociagow! To taki chyba tylko australijski wynalazek: u nas najwiekszymi samochodami na drogach sa TIR-y; no to w Australii to taki TIR tylko ciagnacy za soba nie jedna przyczepe tylko ze trzy albo cztery... Drogowe potwory! Nawet maja specjalne parkingi, bo na normalnych sie nie mieszcza, a ich strasznie dluga droga hamowania wymusza stosowanie specjalnych zderzakow; jeżeli przed takie cos wyskoczy na autostradze kangur czy nawet spora krowa, to kierowca nawet nie probuje zwalniac... Po kilkunastu minutach mielismy pierwszego stopa. Dobra nasza! Podjechalismy z milym facetem kawalek do przodu. Tam już było troche gorzej. Slonce zaczynalo tak prazyc, ze nie można było wytrzymac. Chowalismy sie do cienia i robilismy krotkie zmiany na lapanie kolejnej okazji. Może po godzinie jechalismy znowu dalej. Plany były takie, żeby zobaczyc Park Narodowy Litchfield. Ale ruch na drodze był strasznie mizerny, poza tym pora malo odpowiednia - nikt w tym czasie nie podrozuje, nie ma turystow, nie ma karawanow kampingowych, pola namiotowe często nieczynne. Zaczelismy sie powaznie zastanawiac nad tym parkiem. Przekonala nas starsza para, z ktora jechalismy trzecim stopem, ze to nie ma sensu. Podrzucili wiec nas do malej miejscowosci Adelaide River i tam czekalismy dalej... I zaczelo sie. Prawie 3 godziny w pelnym sloncu. Spalilismy sie koszmarnie, oslablismy, nogi i glowa strasznie bolaly, wypieki na twarzy, zmeczenie potworne. To było pieklo! Samochodow troche jezdzilo. Ale duzo z nich tylko dwuosobowych, albo wyladowanych towarami czy napakowanych ludzmi. Takich, ktore mogly by nas zabrac było może kilkanascie na godzine. Tak czy siak, nikt sie nie zatrzymywal... Zaczelismy tracic nadzieje na cokolwiek. Dochodzila godzina 18, a my ciagle byliśmy może ze 140km od Darwin. Powoli myslelismy o powrocie na nasz poprzedni nocleg. Upal i wyczerpanie było koszmarne, nie mielismy sily dluzej stac. Ale - o dziwo - zatrzymal sie jakis gosciu, ktory mogl nas zabrac do Katherine, czyli kolejne stokilkadziesiat kilometrow do przodu. Ok. W miasteczku znalezlismy sie kolo 20. Nie było mowy, żeby spac w jakims hosteliku (pokoj 2-osobowy minimum 40$), a jedyne polozone w centrum miejsce kempingowe było nieczynne. Znowu kiepsko... Danusia znalazla jakies laweczki w parku niedaleko stacji benzynowej, gdzie wyladowalismy. Rozlozylismy sie tam z bagazami, ugotowalismy chinskie zupki, przygotowalismy dwie butelki wody. Jednak caly czas mielismy (glownie ja miałem...) spore watpliwosci co do bezpieczenstwa w tym miejscu (krecilo sie sporo pijanych Aborygenow), nie wiedzielismy czy to jest legalne i czy nie przyjdzie nam zaplacic mandatu jak nas znajdzie policja. Ale Danusia była uparta i wykonczona, zabezpieczylismy plecaki i zaczelismy rozkladac sie do snu. No i zobaczylismy jak podjezdza do nas przez trawnik auto na dlugich swiatlach. Policja! Ladnie... Zapytali co i jak, powiedzielismy, ze o tej porze miasteczko spi, nigdzie nikogo nie ma i nie moglismy znalezc taniego noclegu. Zapytalismy, czy to możliwe, żeby spac w parku... Oczywiście, ze nie. Ale byli bardzo mili, zapakowali nas razem z bagazami do radiowozu (do takiej klatki z metalowymi kratami na pace samochodu!:-)) i podjechalismy pod jakis tani hotelik na obrzezach miasteczka. Pierwszy raz mielismy okazje jechania czyms takim! (mam nadzieje, ze ostatni...). Policjanci powiedzieli, ze hotelik powinien byc czynny i mamy tam sie zatrzymac. Zyczylismy sobie spokojnej nocy i zostalismy przed hotelikiem. Na parkingu kilka samochodow, ale poza tym cisza i spokoj. W recepcji oczywiście nikogo, nikt nic nie wie. Wywieszona była kartka, ze jeśli cos trzeba, to dzwonic pod taki a taki numer. Znowu nie wiedzielismy, co robic. Byliśmy już tak padnieci, ze na nic nie mielismy sily. Bolace glowy, rozpalone do czerwonosci ciala, totalnie zmeczeni upalem i czekaniem. Wyslalismy SMSa pod wskazany numer, ze jestesmy pod hotelem, ze nie mamy pieniedzy na nocleg i ze chetnie wyspimy sie na znalezionym kawalku podlogi na tarasie i prosimy o zgode... Odpowiedzi jednak nie było i zdesperowani postanowilismy sie jednak w srodku rozlozyc. Najwyzej zgarnie nas znowu policja... Było nie było, to jednak wejscie na czyjs teren prywatny. Nie mielismy już jednak sily na racjonalne myslenie i jak dzieci zasnelismy na podlodze. Sen jednak nie trwal dlugo. Może po godzinie pojawila sie wlascicielka. Wyrwani z kontekstu opowiedzielismy jej historie dnia. A ona nie dosyc, ze nie zadzwonila po policje i nie dosyc, ze pozwolila nam zostac, to dala nam jeszcze klucze do jakiegos wolnego, ale od dawna nie uzywanego pokoju i moglismy spokojnie spac do rana snem glebokim w pomieszczeniu z klimatyzacja, mala lazienka i na lozkach z grubymi materacami!:) Rewelacja!
Ale nastepnego dnia powtorka z rozrywki i na dodatek jeszcze pada deszcz. Czulismy, ze mamy goraczke, ze jestesmy slabi i przegrzani. Ale nie mielismy wyjscia i ustawilismy sie przy drodze. Jakis gosciu z gitara i malym plecaczkiem ustawil sie kawalek przed nami i po 15 minutach ktos go zabral. Może będzie lepiej niż wczoraj? Ale nie... I znowu nic. Piekla ciag dalszy. Czekalismy już chyba ponad dwie godziny. Robilo sie znowu koszmarnie goraco i czulismy, ze dluzej tak nie wytrzymamy. Zdecydowanie zmienilo sie nasze wyobrazenie upalu! Sprawdzilismy nawet wypozyczalnie samochodow. I by było wszystko dobrze, bo wypozyczenie auta około 60$, ale problem polegal na tym, ze gdybysmy chcieli samochod oddac w Alice Springs, to by nas to kosztowalo dodatkowe 500$... Absurd! Wiec czekalismy dalej. Kolo 11 zatrzymal sie jakis samochod. Nie mielismy już nadziei, wiec tylko zapytalismy czy by nas nie wzial do Alice Springs (AS). A facet odpowiedzial, ze nie ma problemu!:))) Nie moglismy uwierzyc. Wczoraj przez caly dzien przejechalismy zaledwie ponad 300km a teraz mielismy przejechac w jednym kawalku prawie 1300!
Droga wspaniala. Niesamowite przestrzenie, zupelnie inne krajobrazy, rozne odmiany australijskiego buszu, oczywiście kangury - te skaczace i cudnie wygladajace, ale tez sporo rozjechanych na drodze. Po obu stronach drogi pelno wysokich kopcow termitow wygladajacych często jak male wulkany! Do tej pory widzialem tylko takie na kreskowkach:) Chyba w Daly Waters trafilismy do prawdziwej, australijskiej, przydroznej knajpy. Często sie takie cos ogladalo na filmach. Porozwieszane tablice rejestracyjne, wyluzowani ludzie, stol bilardowy, szafa grajaca, pokazna kolekcja pieniedzy z calego swiata czy stanikow przeroznych rozmiarow:) Fantastyczne miejsce! Wypilismy po piwie i dalej w droge. Czulismy sie niesamowicie szczesliwi, ale wczorajsze trudy były bardzo odczuwalne. Danusia caly czas była kiepska, bolaca glowa i goraczka... W drodze do AS zatrzymalismy sie jeszcze przy Devils Marbles. Kapitalne formy skalne, potezne kamienne kule na zupelnym pustkowiu... Było bosko, jeśli nie liczyc natretnych much. Kiedy sie sciemnilo, to powaznym problemem zaczely być kangury. Caly czas pelna koncentracja na oswietlonym przed samochodem asfalcie. Autostrada przecinajaca z polnocy na poludnie ogromne obszary australijskiego pustkowia była niesamowita. Dookoła nic i ciemnosc, nasze auto i skaczace kangury... Niestety nie obylo sie bez kilku potracen zbyt nisko latajacych ptakow.
Po drodze mielismy jeszcze jedna bardzo mila przygode. Gdzies przy jakies stacji benzynowej chcialem sie jakos naszemu wybawcy choc po trosze zrewanzowac i zamowilem 2 kawy (kawa - 3,50$). A facet z zza lady - nie wiedziec dlaczego - jak sie dowiedzial, ze jestesmy z Polski, to nam te kawy podarowal i dorzucil po batoniku! Co za czlowiek!:)
Do AS przyjechalismy kolo 23! 1300km w niecale 13 godzin... Niezle, prawda? Jak wjezdzalismy do miasteczka myslalem, ze sie porycze... Od zawsze znalezienie sie w AS było jednym z moich najwiekszych marzen, o ile nie najwiekszym. Generalnie w miasteczku nie ma nic szczegolnego, ale jest w centrum niedostepnej (do tej pory!!) Australii. Wiele razy z teskota patrzylem na to miejsce na mapach w atlasie... Wiec jak już sie w AS znalezlismy...! Eh! Byłem w szoku. Do teraz jestem!:)
Zadzwonilismy (w sumie to Mitch - kierowca/wybawiciel - zadzwonil) do naszego kolejnego gospodarza - Johna, i dowiedzielismy sie co i jak. Mitch nas tam podrzucil, bardzo mu podziekowalismy za wspanialy dzien i niesamowiata podroz. Mielismy za soba dwa piekielne dni, a po wejsciu do domu Johna znalezlismy sie w raju...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (33)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
Paweł P.
Paweł P. - 2009-12-28 00:00
no i na Święta marzenia się spełniają :)
rozumiem, że do kropki nad i brakuje wypicia pifka z aborygenem?? :)
cały czas myślę czy gdzieś, kiedyś znowu Was nie zaskoczyć swoją obecnością :))))
 
Jacek i Hanka
Jacek i Hanka - 2010-01-01 23:47
Faktycznie, pociągi drogowe,to australijski wynalazek.Anglicy zdołali tylko wybudować linię kolejową biegnącą z południa do Alice Springs i samochody musiały wypełnić tę lukę a warunki drogowe umożliwiały prowadzenie takich gigantów.
Ponoć kilkadziesiąt lat temu samochody potrafiły ciągnąć kilkanaście,co prawda dużo mniejszych przyczep!!!
Sprawdźcie to na miejscu :-)
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018