Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Vang Vieng
Zwiń mapę
2009
18
lis

Vang Vieng

 
Laos
Laos, Vang Vieng
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 12175 km
 
Cos sie porobilo z pogoda. Poprzedniego dnia masakryczny upal i pelne slonce, a tego ranka zaczal padac deszcz! Kurcze! To miala być już pora sucha w Laosie... Musielismy szybko przekonfigurowac spakowanie naszych bagazy. Cos cieplejszego do ubrania, a plecaki i wszystkie przytroczone elementy (karimaty i namiot) musielismy ubrac w przeciwdeszczowe kubraczki. Autobus ruszyl oczywiście z 30 min opoznieniem. Na pokladzie sami biali. Droga bez emocji. Widoczki srednie, zachmurzone niebo, jakis przystanek na papierosa. Do Vang Vieng dotarlismy prawie planowo. Z orientacja na miejscu nie było problemu, bo to mala miescina z jeszcze mniejszym centrum turystycznym. Szybko znalezlismy bardzo przyjemny pokoik z lazienka w jakims guest housie za 50.000 kip (~17zl). Był niestety jeden problem. Caly czas pogoda pozostawiala wiele do zyczenia. Zero slonca, niskie chmury zaslanialy wszystkie widoki, od czasu do czasu popadywalo. Jedyny plus, ze temperatura była normalna. Można było zalozyc nawet bluze z dlugim rekawem!:) Oddychalismy z ulga rzeskim powietrzem, ale nie wiedzielismy, co dalej... Bo Vang Vieng, to miejscowosc nie tylko w polowie drogi do nastepnego celu, ale przede wszystkim miejsce slynace z kapitalnej okolicy z pieknymi widokami i trasami spacerowymi do kilku jaskin. Ale w taka pogode to d...z jednego i drugiego. Ani nie chce sie nigdzie lazic, ani nic nie widac. Postanowilismy odczekac przynajmniej jeden dzien. I dobrze. Bardzo blisko naszego hoteliku odkrylismy calkiem niezla knajpke. Jedzenie w przyzwoitych cenach (smazone makarony z miesem - 15.000; tresciwe zupki - 10.000; duze piwo 9.000), ale tez bardzo dobre ze sporym zestawem przypraw i dodatkow do dyspozycji. Poza tym, jak wlascicielka wyczaila, ze stalismy sie jej stalymi klientami, to zaczela nas po obiadkach czestowac owocami (genialne kwaskowate banany!), a po kolacjach ichniejszym wynalazkiem bimbrowym. Pycha! Podobala nam sie tez pozycja lezaca przy posilkach i dobra muzyczka slyszana z pobliskiego Rock Baru. Tak wiec jak u pani zaczelismy jesc, tak już innej knajpki nie szukalismy:)
Pokrecilismy sie troche po miasteczku. Tak naprawde nie ma w nim nic szczegolnego. Przyjemne gory dookoła (ale prawie caly Laos ma podobne), kilka jaskin w okolicy, rzeka na ktorej organizowane sa splywy kajakowe i na czyms , co przypomina detki od traktorowego kola i nazywa sie to "tubing". Ale to miasteczko ma w sobie takie samo cos, co mialo Pai w Tajlandii. Niby nic szczegolnego, a cala masa turystow, dziesiatki, o ile nie setki hotelikow, pelno barow, knajpek, restauracyjek, pubow z bilardem, sklepikow itd. Szczegolnie wieczorami miasteczko wrecz tetnilo zyciem i pelne było roznobarwnego tlumu turystow. Trudno powiedziec dlaczego, ale fakt faktem, ze tez sie tam dobrze czulismy:)
Mielismy nadzieje, ze drugi dzien w Vang Vieng przyniesie poprawe pogody. Jednak gory z ich wapiennymi formami i spiczastymi skalami często porosnietymi czyms zielonym nadal kryly sie przed naszym wzrokiem. Ale przynajmniej nie padalo i dalej było dosyc chlodno (jak na laotanskie warunki:-)) Mielismy doskonale warunki do prania, wiec od rana Danusia to wykorzystala. Duzy pokoj z solidnym wiatrakiem, mozliwosc rozwieszenia linek do suszenia, duza lazienka z ciepla woda i umywalka z korkiem:) Potem spacerkiem, z wyludzona z wypozyczalni motorkow mapka, ruszylismy do jednej z blizszych i ponoc najladniejszych jaskin. Z okolicznych widoczkow nadal nic, ale sama drozka przyjemna. Nie wiem, co sie z nami dzieje, ale troszke pobladzilismy. I to w takim miejscu, ze nawet slepy by nie miał najmniejszego problemu z trafieniem do wejscia do jaskini... Ale cale szczescie szybko sie polapalismy, ze cos jest nie tak i do groty szczesliwie dotarlismy. Tham Jang okazala sie bardzo przyjemnym miejscem. W zboczu wapiennej skaly, ladnie osiwetlona, dosyc duza, z ciekawymi formami wewnatrz. Nawet była czesc jeszcze nie udostepniona dla zwiedzajacych, ale z racji tego, ze moglismy sie w niej poruszac przez przewodnika, byliśmy tam prawie sami i mielismy komplet naszego oswietlenia to spenetrowalismy także ten kawalek:)
Ale pogoda dalej kiepska. Chcielismy sprawdzic jakie sa ceny na lokalny autobus do slynnego Luang Prabang - naszego kolejnego celu. Podawane w miasteczku w setkach miejsc ceny biletow wahaly sie od 85 do 110.000 kip za 170km odcinek drogi. Wydawalo nam sie to kosmicznie drogo. Jednak kilkukilometrowa wycieczka do nowego dworca autobusowego nie dala pozadanego efektu. Nie dosyc, ze jak tam doszlismy, to już wszystko było zamkniete (no bo po jaskini trzeba było cos zjesc i pojsc na chwile nynkus...), a poza tym podawane ceny biletow zaczynaly sie od 80.000... Wrocilismy zniesmaczeni do miasteczka, do naszej pani na kolacyjke i kieliszeczek ichniego wynalazku, kupilismy bilety za 85.000 kip (10$) od osoby i już jutro mielismy jechac do Luang Prabang...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (18)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
E.D.
E.D. - 2009-11-21 15:31

Czy tam do Was na koniec świata docierają SMS-y z Polski?
Śledzę waszą wyprawę na GEOBLOGU...
Cieszę się, że macie z wyprawy tyle radości!
Mam już waszą książkę!
 
gryka
gryka - 2009-11-22 08:48
A docieraja, docieraja! Tylko czasami zapominam wlaczyc komorke...
Pozdrowionka!
D.
 
asia m.
asia m. - 2009-12-09 14:00
jedno mnie ciekawi - Danusia wykorzystała duży pokój i linki do prania, a co w tym czasie robił Tomeczek???? ;P
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018