Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Trekking dzien 4-6
Zwiń mapę
2009
26
paź

Trekking dzien 4-6

 
Nepal
Nepal, Pokhara
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9167 km
 
Dzien 4
Od rana pelna mobilizacja i burza mozgow. Intensywne poszukiwanie sposobow na danusiowe buty. Mielismy tylko super glue, wiec może wkleic jakies gumy, tylko skad je wziac? Może jakies stare kalosze, obciac je powyzej podeszwy i nalozyc na te Danki buty? Może obwiazac je jutowym workiem? Może gdzies kupic jakies uzywane buty? A może wrocic do Pokhary, kupic nowe, tylko co dalej? A może zejsc do biura ACAP (Annapurna Conservation Area Project) i zamowic ich kupno i poczekac 3 dni az dotra na gore...? Pomyslow sporo, ale wszystkie beznadziejne. I ta beznadzieja zaczela nas dopadac. Jednak musielismy cos zrobic. Wymyslelismy, ze gdyby był osiagalny jakis dobry klej (a myslalem w Poznaniu, żeby zabrac butaprem!), to by można od spodu przykleic jakiegos starego klapka. Tu zdecydowana wiekszosc tragarzy chodzi po gorach w klapakach, wiec znalezienie jakiegos zdezolowanego egzemplarza, a najlepiej dwoch, nie powinno być trudne. No i gumowe klapki znalezlismy dosc szybko w pokoju obok... Teraz tylko klej. Z tym tez dluzsza historia. Ale ostatecznie stanelo na tym, ze klapki zostaly przyklejone do butow Danusi na super glue, a sznurowadla przeplecione przez to cos, przez co przeklada sie stope w klapkach i daje to dodatkowe wzmocnienie. Wstepne testy wyszly pozytywnie! Zaopatrzylismy sie jeszcze we dwie tubki kleju i sprobujemy ruszyc dalej. Jeden dzien straty nie powinien być problemem, choc biorac pod uwage nasze slimacze tempo będziemy pewnie musieli zrezygnowac w drodze powrotnej z odbicia do Ghorepani ze slynnym punktem widokowym Poon Hill. O ile w ogole do ABC dotrzemy...
Dzien 5
Droga do Bamboo zajela nam 6 godzin, wiec calkiem nie najgorzej:) Były znowu strasznie wkurzajace zejscia i podejscia; z dotychczasowej doliny, pelnej tarasow z zielonym czyms w roznych odcieniach, poletek ryzowych i kwiatow w przydomowych ogrodkach przeslismy do glebszej i wezszej doliny z lasami rododendronowymi, bambusowymi i debowymi. Coraz wiecej chmur, slonca coraz mniej w ciagu dnia. Wysokie zbocza wciaz zielonych gor skutecznie ograniczaly docieranie promieni slonecznych na dno doliny. W Bamboo slonce było tylko miedzy godz.10 i 15...Cala droge szedlem za Danusia i obserwowalem jej wynalazki na nogach. Każdy krok budzil moja trwoge. Ale (o dziwo!) przez tych 6 godzin do Bamboo wszystko szlo idealnie. Przyklejone do jej butow klapki nie wykazywaly najmniejszej ochoty odklejenia sie:) Wydawalo sie, ze już nam nic nie przeszkodzi w dotarciu do ABC. Tym bardziej, ze po drodze Danusia wypatrzyla calkiem sympatyczne kije bambusowe, ja je troszke oprawilem i już tak wyposarzeni maszerowalismy dalej. Ale najgorzej, jak sie komus cos wydaje... Problem butow, to żaden problem... Otoz w Bamboo zakwaterowalismy sie chyba w pierwszym hoteliku, zjedlismy smazone ziemniaki z serem i zaczalem czuc mojego slynnego zeba... Jeszcze zanim ruszylismy w podroz byłem kilka razy u dentysty, żeby mieć pewnosc, ze nic sie nie będzie dzialo. Miałem problem z torbiela w szczece nad prawa gorna dwojka. Leczylem to od stycznia. Tydzien przed wyjazdem miałem zabieg i niby wszystko było ok. A jednak nie do konca. Po pysznych ziemniaczkach zaczalem czuc, jak mi puchnie policzek. W tym samym miejscu... Do wieczora już miałem porzadna sliwe i opuchlizne wchodzaca na oko. Absolutnie najczarniejszy scenariusz, jaki moglismy sobie tylko wyobrazic, wlasnie zaczal sie spelniac. W polowie drogi do ABC, gdzie nie ma najmniejszych szans na jakkolwiek pomoc medyczna zaczyna sie problem z zebem... Nawet w koszmarach mi sie nie snia takie rzeczy! Byliśmy zalamani. Nie mielismy wyjscia, wiec zagrzebalismy sie w spiworach i z modlitwa na ustach poszlismy spac. Wiedzialem, ze jeśli rano nie będzie poprawy, to zawracamy ze szlaku...
Dzien 6
Cala nocka nerwowa. Danusia sie wiercila, ja myslalem non-stop o opuchliznie... Rano koszmarnie zimno, ale zmusilismy sie do wyjscia ze spiworow. Już wiedzielismy, ze nastepna nocka, gdziekolwiek by była, zostanie przespana z naszymi nowymi wkladkami polarowymi do spiworow. Ale najgorsze było to, ze ja byłem jeszcze bardziej kiepski niż wieczorem. Caly prawy policzek tak spuchniety, ze zaczalem mieć ograniczone pole widzenia w oku... Przy kubku sniadania siedzielismy zalamani i nie wiedzielismy co powinnismy zrobic. Rozsadek podpowiadal tylko jedno - wracac i to szybko! Ale byliśmy tak blisko Annapurny... Cale szczescie, ze mam tak zdeterminowana Zone:) Zaczela wypytywac zgromadzonych na przygotowaniach do wymarszu turystow, czy nie ma wsrod nich lekarza. I okazalo sie, ze był! Kobieta mnie obejrzala i stwierdzila, ze ma antybiotyk, ktory skutecznie powinien pomoc. Zalecila tez gorace obklady. No tak... Tylko, ze nalezala do grona turystow, którzy korzystaja z uslug tragarzy i jej zasadniczy bagaz razem z antybiotykiem poszedl już kilka godzin wczesniej na dol... I znowu du... Cale szczescie ktos wpadl na pomysl (chyba niezawodna Danusia), ze jak wspomniana Pani Doktor dojdzie do swojego bagazu, to może te lekarstwa podeslac do gory jakims tragarzem. Kosztowalo to pare groszy, ale oczywiście z tego pomyslu skorzystalismy. Nie mielismy nic wiecej do roboty, tylko czekac z termoforem z goroca woda na twarzy na dotarcie poslanca z lekarstwami. O godz.10 dotarlo do hotelikow slonce, wiec można było sie wynurzyc ze spiwora i wystawic twarz na jego cieple dzialanie. Było troche lepiej, ale ciagle nie wiedzielismy, czy lekarstwo dotrze, a jak dotrze, czy zadziala... Godziny mijaly baaaardzo powoli. O 13 dotarl zziajany czlowiek z kartka w rece szukajacy ludzi z Polski. Przyniosl antybiotyk! Może nie powinienem, ale i tak sie z nim potargowalem jeśli chodzi o zaplate i szybko polknalem tabletke. Wydawalo nam sie, ze kilka godzin po jej zazyciu pojawila sie widoczna poprawa. Zgodnie z zalaczona kartka od Pani Doktor (mamy Jej nazwisko i nie omieszkamy Jej serdecznie podziekowac po dotarciu do cywilizacji) postanowilismy poczekac do nastepnego rana i jeśli będzie poprawa to zazyc nastepna dawke i dla pewnosci poczekac, a jeśli zmian nie będzie, albo sie pogorszy, to zchodzic do Pokhary. Teraz siedzimy, obserwujemy biegajace i skaczace po murkach 10-dniowe owieczki (Danusia twierdzi, ze to kozy, ale i tak nie jestesmy pewni co to jest), patrzymy na pana, ktory przez caly dzien wyplata z lisci bambusowych jakies maty, no i modlimy sie i czekamy...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (28)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (2)
DODAJ KOMENTARZ
BPE
BPE - 2009-11-10 14:27
Ale bajka - niesamowitą kolorystykę mają te Wasze zdjęcia - z przyjemnością się ogląda :-))
 
Paweł P
Paweł P - 2009-11-19 00:22
nie wiem co jest lepsze - dramaturgia z zębem, niesamowite himalaje czy but z klapkiem! :)
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018