Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Himalaje!!!! Trekking dzien 0-3
Zwiń mapę
2009
20
paź

Himalaje!!!! Trekking dzien 0-3

 
Nepal
Nepal, Pokhara
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9167 km
 
W KTM zostalismy do wtorku rano. W niedziele i poniedzialek jeszcze obchodzono swieta Tihar, poza tym wlasnie w poniedzialek chcielismy wyslac do PL plyty z fotkami. Jednak poczta była nieczynna... Zrobilismy spore zakupy na trekking - suche jedzenie, kawy i herbaty, cukier, papierosy, cos do wypicia...:) A swieta nawet przyjemne. Sporo domow przystrojonych swiezymi, kolorowymi girlandami, ludzie ubrani bardzo uroczyscie, sporo ozdob szczególnie u kobiet, również girlandy, wlosy posypane platkami kwiatow, a na czolach odswietne tika - wieksze, bardziej kolorowe niż na co dzien i dodatkowo przyzdobione. Pojawilo sie tez na ulicach sporo samochodow z odkrytymi plandekami, gdzie na platformach liczne grupy mlodych ludzi gralo i cos tam spiewalo. No i na Durbar pojawilo sie w koncu oczekiwana przez nas mandala. Szkoda, ze tylko jedna, ale lepsze to niż nic...
We wtorek rano pelna mobilizacja, o 6 rano zostawilismy czesc naszych bagazy w hotelu Lilly i przepakowani ruszylismy na punkt odjazdu autobusow do Pokhary. Zanim ruszyl jeszcze szybka masala tea (herbatka a'la indyjska) i w droge!:) Na miejsce dojechalismy bez problemow po prawie 8 godzinach. No bo zamiast te 200km przejechac normalnie, to po drodze milion przystankow, jakich wypadek przed nami itd. Ale w Pokharze bardzo mile zaskoczenie. Mielismy jeszcze przed oczami obrazek sprzed 4 lat, kiedy to natychmiast po wyjsciu z autobusu napadl na nas tlum obrzydliwie nachalnych naganiaczy. A teraz! Ameryka! Zaledwie kilku kulturalnych panow, gadajacych w ludzkim jezyku, z pelnymi informacjami o noclegach, znormalizowane ceny taksowek... Szok! Tak wiec blyskawicznie znalezlismy sie w bardzo fajnym hoteliku, z czysta lazienka i swieza posciela, z duzym tarasem i na bocznej uliczce. Taksowka zawiozla nas tam za darmo, a placic by trzeba tylko wtedy, jeśli bysmy chcieli isc do innego hoteliku. No i ceny! Za kapitalny nocleg tylko 400Rs (niecale 6$) i w restauracyjce pierogi momo za 50Rs! Zyc nie umierac! Szybko pozmienialismy nasz harmonogram tylko po to, żeby w Pokharze zostac choc dwa dni dluzej:) Niestety nie udalo sie zrezygnowac z naszego pokoju z karaluszkami, bo zostawilismy tam bagaze i gdybysmy u nich nie spali, to sporo by nas mogli wlasnie za to przechowanie wykasowac... A miasteczko tez duzo przyjemniejsze niż KTM. Senna atmosfera, zero halasu i motorkow, w knajpkach wyluzowani i relaksujacy sie turysci...Było bosko! Ale chcac nie chcac nastepnego dnia rano trzeba było ruszac w gory!:)
Dzien 1
Lokalnym autobusem z naszymi plecakami i polowa pasazerow na dachu dojechalismy do Naya Pul. Stad pol godzinki i byliśmy w pierwszej miejscowosci na szlaku - Birethanti. Przewodnik podawal, ze do nastepnej miejscowosci noclegowej - Ghandruk będzie 4 godziny drogi. No to ryszylismy. Ale albo z nami cos nie tak, albo już starosc nas dopada, a już z pewnoscia przegielismy z naszymi plecakami... ledwo przez 4 godziny doszlismy do polowy drogi. Strome podejscia po wykutych w skalach stopniach wykonczyly nas (glownie mnie...) dokumentnie. Nie było najmniejszych szans, żeby dojsc do planowanego noclegu i zostalismy w Syauli Bazar. Miejsce dosyc fajne, bo pomimo spartanskich już warunkow noclegowych, był spokoj, kapitalny widok na doline rzeki Modi Khola, ogrod z kwiatami przed pokojem, cudne gwiazdy wieczorem...
Dzien 2
Nastepnego dnia ruszylismy dosyc pozno (jak na warunki trekkingowe, bo gdzies kolo godz.9) i zaczelismy sie znowu stromo wspinac po kamiennych schodkach. Każdy krok powodowal nizadowolenie moich nog, a po pewnym czasie do prostu wlaczyly sie tez ramiona z plecami. A na tej stromej sciezce spory ruch. Cala masa tragarzy, karawany mulow objuczonych wszelkim sprzetem, sporo tubylcow w jedna i druga strone, troche turystow (glownie schodzacych). No i pogoda. Generalnie bardzo goraco, kapelusz szybko przestawal wchlaniac wilgoc i pot zalewal mi oczy, nie wspomne o reszcie ciala... Cieklo z nas. Jednak nad zasadniczymi gorami już przed poludniem, praktycznie kazdego dnia, pojawiala sie gesta zaslona z chmur skutecznie zakrywajaca widoki. Mielismy nadzieje, ze wyzej będzie lepiej. Ale z tym wyzej to same klopoty. Ja opadalem z sil, a Danusia... Ale to za chwilke:) Znowu ledwo doszlismy do Ghandruk. Jednak było na tyle wczesnie, ze po zakwaterowaniu sie w bardzo przyjemnych hoteliku zrobilismy male pranie, wykapalismy nasze umeczone i przepocone cialka (coraz chudsze!), zjedlismy jakis makaron z namiastka warzyw i mielismy czas na relaks i odpoczynek:) Pani nas poinformowala, ze teraz to już nie, ale o 6 rano to będziemy mieli piekne widoki, Dobra! Poczekamy do rana...
Dzien 3
Zapowiadana pobudka o 6 rano! I warto było!:) Przed nami, na bezchmurnym niebie, pierwsze promienie slonca zaczynaly muskac wpierw masyw Annapurna South, potem Hiunchuli i potem z boku przepiekny szczyt Machhapuchhare. Stalismy w naszych strojach nocnych na tarasie z para chyba Japonczykow i obserwowalismy z rozdziawionymi gebami i aparatami przy oczach ten kapitalny spektakl... Szybkie sniadanie - czyli kawa 3 w 1 i do tego dosypana mieszanka z platkow owsianych, orzeszkow i kilku innych wynalazkow, do tego ciasteczko i w droge. Przewodnik podawal, ze tego dnia powinnismy po 4 godzinach dojsc do Chomrong i ze będziemy mieli 300m zejscia i 300m podejscia. Pelni optymizmu i z usmiechami na twarzach naladowanych pozytywnym widokiem porannych gor ruszylismy na szlak. Plecaki zaczely nas natychmiast wbijac w ziemie, ale jakos krok po kroku dreptalismy do przodu. Nie będę opisywal calego dnia, wspomne tylko, ze podejsc było ponad 800m, a zejsc przynajmniej tyle samo. Pokonanie tego odcinka zajelo nam 8 godzin i totalnie zmasakrowani, ledwo zywi dotarlismy do pierwszego napotkanego hoteliku kilkanascie minut przed zasadniczym Chomrong... Nie mielismy sily isc dalej. Zaczelismy weryfikowac dane z naszego przewodnika i powaznie zastanawiac sie, co dalej. Tym bardziej, ze opisy tras dosyc powaznie rozmijaly sie z mapa, a mapa z tym, co zastawalismy na miejscu. Przy mijanych hotelikach i kramach z herbata czasami była informacja o orientacyjnych czasach przejsc poszczegolnych odcinkow i te dane tez sie roznily od naszych... Napotykani tragarze mowili jeszcze co innego... Dosyc konkretny zamet informacyjny. Ale OK. Te 3 pierwsze dni nauczyly nas, ze trzeba ze wszystkich informacji wyciagac srednia i do tego dodawac 50-60% i to powinien być nasz czas przejscia. Zaczelismy sie zastanawiac, czy damy rade w planowanej ilosci dni sie zmiescic... Ale to wszystko pikus! Danusia dala czadu na maksa. Pojechala po szerokiej bandzie i caly nasz plan może zostac wywrocony do gory nogami. Może sie okazac, ze jutro będziemy musieli zejsc jakos na dol...
Na noclegu chwilke przed Chomrong Danusia zauwazyla, ze w podeszwach jej niezawodnych (jak dotad) butow brakuje sporych fragmentow podeszw... W wielkich dziurach widoczna była miekka wkladka. Już było wiadomo, ze jeśli czegos nie wymyslimy, to o podejsciu do Annapurna Base Camp (ABC) możemy zapomniec, a i powaznym problemem może być zejscie na dol. Nie wyobrazam sobie dralowania w klapach po tych stromych schodkach... Ale tego dnia i tak nie byliśmy w stanie nic wymyslic. Można było tylko odpoczac, wyspac sie i pomodlic, żeby jutro przynioslo jakies rozwiazanie tej beznadziejnej sytuacji...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (73)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
Grzdacz
Grzdacz - 2009-11-04 19:14
Jakiego przewodnika używaliście podczas trekingu? My mieliśmy polski przewodnik Kurczaba i byliśmy z niego bardzo zadowoleni. Polecamy wszystkim właśnie ten: HIMALAJE NEPALU autorstwa Janusza Kurczaba.
 
gryka
gryka - 2009-11-08 14:26
hej!
dzieki za Wasze komentarze!:)) To mile, jak wiadomo, ze ktos sledzi nasze losy:))) Przewodnik mielismy ten sam i generalnie nie bylo z nim najgorzej;:))
 
Jacek i Hanka
Jacek i Hanka - 2009-11-09 11:11
Hi,hi :-)
trochę wam odpuściliśmy a tu zrobiły się taakie zaległości.
Trzeba się brać do roboty i podgonić Waszą Wyprawę ;-)
Pozdrowionka i lecimy za Wami w Himalaje :-)
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018