Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Nemrut Dagi
Zwiń mapę
2009
30
wrz

Nemrut Dagi

 
Turcja
Turcja, Nemrutdağı
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2764 km
 
Troche przygnebieni ruszylismy stopem z Goreme w kierunku Kayseri. Oczywiscie bez problemow. Pierwsze auto zatrzymalo sie po 4 min i dojechalismy do Avanos. Tam zlapalismy faceta, ktory zawiozl nas do Kayseri. 60km przejechalismy w 25 minut... Gosciu z miasteczkach zwalnial do 150km/h...:)) Dotarlismy do duzego centrum handlowego, gdzie powinien byc sklep Nikona. Ale sklepu nie bylo... Na domiar zlego to centrum bylo na obrzezach miasta. Dopadlo nas poczucie beznadziejnosci. Nikt nie potrafil udzielic nam jakiejkolwiek informacji. Robilo sie kiepsko, czas uciekal, a my bylismy daleko od Nemrut z niedzialajaca ladowarka. Wyslalem nawet sms'a do Macieja S. (dzieki Maciejo!!) z prosba o poszukanie w internecie jakiegos przedstawicielstwa albo sklepu firmowego... Ale to tez nie bylo latwe. Musielismy jakos dzialac. Po klopotach dotarlismy do centrum miasta. Tam w informacji turystycznej dowiedzielismy sie o ulicy, gdzie powinien byc sklep Nikona... Ale sklepu nie bylo... Jednak Opatrznosc nad nami czuwa. No bo to cud, ze w tak duzym miescie (prawie 900.000 mieszkancow) znalazlem sklep z czesciami elektronicznymi. Nie bylo najmniejszych szans, zeby sie z nimi dogadac, ale rozkrecilem ladowarke, pokazalem ktore elementy najprawdopodobniej strzelily i kupilem je za grosze. Pozostawal problem wymiany tych elementow. Wprawdzie mamy ogromne plecaki i bardzo duzo roznego ekwipunku, ale lutownicy ze soba nie bralem...:) Cudem napatoczyl sie w tym sklepie chlopak, ktory zrozumial o co mi chodzi, wzial kupione elementy i ladowarke i poszedl ze mna kilka sklepow dalej, gdzie mi to naprawil! Zaplacilem 10TL i po klopocie!:) Poczulismy sie znacznie lepiej. Pozostawal tylko dylemat, co robic dalej... Zrobila sie prawie godzina 16.00 a my nadal bylismy przy Kapadocji... Jednak determinacja dotarcia na szczyt byla spora. Miejskim autobusem wydostalismy sie na droge wylotowa i zaczelismy lapac stopa:) Trafilismy na dwoch facetow, ktorzy jechali w rejon miejscowosci Elbistan kupic czosnek... Dobra! Bylo pozno wiec nie mielismy zbytnio wyboru. Jechalismy z nimi jakies 250km. Komunikacja byla utrudniona, bo oni nie rozumieli ani slowa po angielsku (po polsku tez nie...), ale jakos dawalismy rade. Bylo nawet bardzo sympatycznie, tylko jakos nieswojo nam sie zrobilo, gdy jeden z naszych towarzyszy, kiedy przejezdzalismy gdzies kolo jakiegos wiezienia na pustkowiu, dal nam do zrozumienia, ze byl jednym z klientow tego "osrodka"...Ale jechalismy dalej. Nie wytrzymali dalszej drogi i stanelismy gdzies na koncu swiata w gorskiej miejscowosci Afsin. Cale szczescie moglismy spac w ich samochodzie. Wieczorem postawili nam jedzenie i jogurt, a ja dostalem nawet piwo!:) Jesli o mnie chodzi, bylo OK! Danusia troche w nocy zmarzla, ale przyjamniej mielismy pozycje horyzontalne:) Rano kolejny stop, facet byl totalnie zdziwiony naszym widokiem, a gdy sie dowiedzial skad i dokad jedziemy, to nie mogl zrozumiec tego, jak sie tam znalezlismy...,potem fragment przez gory lokalnym autobusem. Na kilka odcinkow dotarlismy do miejscowosci Karadut juz pod samym Nemrut! Bylismy prawie u celu. Pozostalo tylko 15km marszu pod gore... Troche zrezygnowani, ale zarzucilismy plecaki i wolnym krokiem zaczelismy dreptac waska, asfaltowa droga. Jednak znowu mielismy szczescie. Para sympatycznych Wlochow z psem Devi'm wziela nas na sama gore swoim wozem kempingowym. Bylismy na Nemrut Dagi! Panorama z tego miejsca byla niesamowita. W promieniu kilkudziesieciu kilometrow widac bylo gorzysta kraine z przycupnietymi w dolinach miastami i wsiami. Pieknie! Wyladowalismy tam wczesnie (kolo godz.15) wiec ze spokojem zakwaterowalismy sie w bardzo ciasnym dormie, gdzie na powierzchni moze 15 m kw bylo 8 lozek, przebralismy sie i spacerkiem poszlismy pod szczyt. Tam, czekajac na zachod slonca, moglismy przez prawie 2 godziny delektowac sie pysznym widokiem z gory i ogladac glowny cel naszej wizyty na Nemrut. Bo sam stozek tej gory to potezny grobowiec Antiocha I, wladcy Kommageny, ktory uwazal sie za rownego bogom... Tam lezy on sam i jego trzy kuzynki, a posagi w swiatyniach poludniowej i polnocnej przedstawiaja tychze bogow i Antiocha. To wlasnie te posagi widnieja prawie na wszystkich wizytowkach Turcji, fotografowane ze wszystkich stron i o roznych porach dnia. My tez je fotografowalismy ze wszystkich stron i o roznych porach dnia...:)) No bo razem bylismy na zachodzie slonca, a skoro spalismy na gorze, to Danusia polazla tam tez o wschodzie slonca....:) Fakt faktem, ze to miejsce robi spore wrazenie!
Pozostal tylko maly problem... Spodziewalismy sie, ze na wschod przyjedzie sporo turystow. Tymczasem byl tylko jeden samochod osobowy, jedna taksowka i jeden busik - wszystko wyladowane po brzegi pasazerami. Nie mielismy jak sie wydostac na dol... Poprosilismy o wrzatek, zrobilismy kawe, zjedlismy ciasteczka z zelaznej rezerwy, spakowalismy sie i na tarasie widokowym czekalismy na zbawienie. Po bardzo mroznym poranku zaczelo sie robic cieplo. Slonce bylo coraz wyzej, mielismy do dyspozycji kibelek i skromna knajpke, gdzie w razie czego moglismy cos zjesc, wiec nie bylo najgorzej. Ale znowu szczescie! Ci Wlosi, ktorzy nas zabrali na gore i mieli wczoraj jechac dalej, jednak zostali na noc! Ustawili swoj kemping kilkaset metrow poniezej nas. Widzialem jak krecili sie kolo samochodu i szukali swojego pieska... A on strasznie dziwny byl jakis... Generalnie kwadratowy, dlugi pysk, bardzo blisko siebie oczy, nogi jak od krzesla i caly porosniety bardzo gestym i obfitym futrem... Beznadzieja, ale Danusi sie podobal; wiedzialem, ze moja Zona ma dziwny gust, ale zeby az tak...?:-) Danusia pedem do nich pobiegla z pytaniem, czy damy rade zabrac sie z powrotem. Zdyszana przyszla z informacja, ze nie bedzie problemu, tylko ze oni pojada dopiero kolo godziny 10. Balismy sie, czy damy rade dojechac do Syrii. To jednak znowu kilkaset kilometrow... Dobra. Mielismy troche czasu, wiec mozna popisac!:)
Potem juz standardowo. No, prawie... Bo Wlosi chcieli jechac dalej na polnoc, ale cos mieli klopoty z orientacja na mapie i zadeklarowali, ze wezma nas do Kahty. Potem bylo im glupio ze swojej deklaracji sie wycowywac i dowiezli nas do tej Kahty nadrabiajac 60km... Fantastyczni ludzie!:) A dalej juz normalnie. Na kilka stopow, z roznymi ludzmi, m.in.z nauczecielem fizyki, albo z rodzibnka i zasuszonym, sympatycznym dziadkiem ozywiajacym sie tylko od czasu do czasu, popijajac herbatke, czasami wedrujac z ciezkimi plecakami przez jakies miasteczka. Tylko na ostatnim odcinku facet chcial od nas 30$ za dowiezienie do granicy, ale kiedy zobaczyl, ze zaczymany wysiadac zaproponowal 30TL. Jednak i to bylo stanowczo za duzo. Dalej wysiadalismy i stanelo na 10TL:) No i dojechalismy do granicy syryjskiej! Tam niewielki ruch, ale i tak musielismy swoje odczekac, bo do biura przejscia granicznego przywiezli akurat kserokopiarke i dla pogranicznikow zabawa nowym sprzetem byla wazniejsza niz obsluga turystow... Kontrola stanu zdrowia (facet zapytal czy jestesmy zdrowi, a gdy usluszal, ze tak to wbil swoja pieczatke w deklaracje i tyle...), pieczatki w paszportach i znalezlismy sie w Syrii!!! Tylko co dalej...?
Jeszcze tylko kilka obrazkow podsumowujacych Turcje.
1. Kraj duzo drozszy niz sie spodziewalismy; jedzenie, przejazdy, noclegi wejscia do atrakcji turystycznych...
2. Wszedzie duzo flag narodowych i wizerunkow slynnego reformatora
3. Ogromne miasta; pomijam Istanbul, ktorego wielkosc nas wrecz przerazila, ale prawie kazde inne miasto mialo od kilkuset tysiecy do ponad dwoch milionow mieszkancow
4. Autostop funkcjonuje rewelacyjnie:) Zdecydowana wiekszosc Turkow zna te idee i jest bardzo pomocna
5. Pyszna, mocna i aromatyczna herbata podawana w malych szklaneczkach i koniecznie z cukrem w kostkach jest dostepna praktycznie na kazdym kroku
6. Kebab w dziesiatkach odmian, roznie podawany z roznego miesa z roznymi dodatkami
7. Duzo smieci i ogolnego balaganu; wszystko laduje na ulicy, ale pojawiaja sie sprzatacze
8. Poza Instanbulem bardzo kiepsko z komunikowaniem sie po angielsku
9. Wszedzie kroluje muzyka tylko turecka
10. Na autobusach, busach i ciezarowkach napis "Masallah" - jak Allah pozwoli
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (31)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018