Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Ameryka Poludniowa!!!!
Zwiń mapę
2010
14
kwi

Ameryka Poludniowa!!!!

 
Chile
Chile, Santiago
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 36605 km
 
Santiago! Chile! Ameryka Poludniowa! 40lat na to czekalem...! (Danusia troche krocej...:-))
Niesamowite wrazenie, jak po 11 godzinach lotu samolot dotknal kolami ziemi i wiedzielismy, ze to jest poludniowoamerykanska ziemia... Udalo sie! Szok! I to szok podwojny, bo startowalismy z Auckland 12 kwietnia o 16.50, a wyladowalismy w Chile 12 kwietnia o godzinie 11.50! - 4 godziny przed wylotem:) W Santiago (Stgo) mielismy problem z noclegiem. Dostalismy 6 pozytywnych odpowiedzi z HC i CS i musielismy cos wybrac:) Padlo na czlowieka o imieniu Guido. Mielismy dosyc szczegolowe instrukcje jak do niego dojechac, wiec nie było problemow. Ale samo zetkniecie sie z ogromna iloscia ludzi (to już był szok - po 4 miesiacach w Australii i Nowej Zelandii) i do tego gadajacych prawie tylko po hiszpansku i ruchem ulicznym po dziwnej, prawej stronie, i wysokimi cenami - sprawilo na nas spore wrazenie. Wszystko nowe, wszystko inne. Chyba najbardziej zaszokowaly nas ceny. Na lotnisku był kosmos, ale i w miescie niewiele lepiej. W markecie ceny podobne do polskich, może troche drozej, ale knajpkowe jedzenie okropne. Np.hot-dogi 400-1.000, proste przekaski 1.500-2.500, najtansze napoje 500, autobus z lotniska 1.400, pasek do zegarka 4.500... Przelicznik chilijskiego peso to około 530 pesos za 1US$. My przyjmujemy 500, żeby sie lepiej liczylo:) Jednak mistrzostwo swiata, to cena przewodnika po Ameryce Poludniowej. W PL można było taki przewodnik kupic za 80zl (~30$), w Nowej Zelandii za 60$, a w Chile kupilismy (bo nie mielismy wyjscia - czas najwyzszy chyba...) za 80$ czyli jakies ponad 200zl!!... Masakra! Jednak z przewodnikiem to dluzsza historia.
Ale wracam do Guido. Do jego mieszkania dotarlismy bez klopotow. Miejsce wybrane z posrod 5 innych okazalo sie nie najlepsze. Czlowiek bardzo sympatyczny i pomocny, ale spanie mielismy na kanapie w przechodnim pokoju, dosyc mizerne warunki kuchenno-sanitarne i bardzo halasliwa okolica. Ale co zrobic. Tak wybralismy. Cale szczescie spalo sie nawet bardzo dobrze, a urzadzone pierwszego wieczoru delikatne pijanstwo poprawilo nam humory:)
W Stgo tez musielismy sie sprezac, bo moglismy tam zostac tylko dwie noce. A do zalatwienia mielismy naprawde sporo spraw. Przede wszystkim musielismy kupic przewodnik i jakas mape, zebrac informacje, kupic pasek do danusiowego zegarka (moj jakos dzielnie wytrzymuje wszelkie trudy od 5lat! - w koncu Casio:-) może sie znajdzie jakis sponsor z tej firmy?;-)), naprawic zamek w torbie od aparatu itd., a przy okazji odnalezc sie na nowym kontynencie, w nowej kulturze, w nowych realiach... Kupno paska do zegarka poszlo latwo. Potem zaczelismy szukac przewodnika. Cena w pierwszym sklepie zaszokowala, wiec szukalismy gdzie indziej. W tak zwanym miedzyczasie naprawilismy zamek w torbie i zalatwilismy pare innych rzeczy. W scislym centrum spedzilismy ze 2 godziny i przewodnika dalej nie mielismy. Szybka decyzja. Metro, odszukanie dosyc odleglego miejsca spisanego z ogladanego przewodnika - sklep nie istnieje... Informacja turystyczna - tam i tam powinny być. Dlugi spacer i znowu nic - tylko stare i uzywane i nie LonelyPlanet. Znowu informacja, ze gdzies tam. To jedziemy. Pomylilismy kierunki w metrze. Przesiadka. Nowe bilety. Lecimy w to miejsce. A tam znowu drogo i do tego stare wydanie. Co robic? Wracamy do centrum do pierwszego sklepu. Metro. Dwie przesiadki. Biegiem na miejsce. Ja piernicze. Okazalo sie, ze to tez było stare wydanie, tylko jakos tego nie zarejestrowalismy... Z bolem serca kupilismy wydanie z 2007 roku za ponad 200 zlotych po 6 godzinach szukania... Nie mielismy wyjscia. Do domu dotarlismy kolo 20, a jeszcze namowilismy Guido, żeby nas zawiozl do marketu. No bo nieopatrznie obiecalismy, ze przygotujemy cos polskiego na kolacje. I jak myslicie, co? Rzecz jasna w markecie kupilismy skladniki na plendze! No i winko... Kolacja wyszla pysznie! Panowie (bo Guido mieszkal ze swoim 24-letnim synem) wcinali az milo!:) A my byliśmy wsciekli na przewodnik, kosmicznie zmeczeni, bez zrobionych porzadnych zakupow, z minimalna iloscia informacji. A nastepnego dnia ruszalismy dalej. Cale szczescie, ze Guido zaproponowal nam pomoc i odwiezie nas na lotnisko. Tyle, ze znowu problem. Ma nieoplacone ubezpieczenie i boi sie policji. W zwiazku z tym ruszamy z domu o 5 rano... Po zupelnie nieprzespanej nocce czeka nas 5 godzin lotu...
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (7)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (3)
DODAJ KOMENTARZ
Grzdacz
Grzdacz - 2010-04-22 11:28
Rzeczywiście kicha z tym przewodnikiem. My mieliśmy to szczęście, że bedąc w ubieglym roku w Kambodży kupiliśmy przewodnik po Ameryce Płd za 3dolce. Oczywiście podróbka, ksero mapki prawie nieczytelne :) No i całkiem spora ta księga. Woziliśmy ja przez kilka państw w Azji ale teraz się może przydać. Pozdrawiamy Grzdacze
 
micwasik
micwasik - 2010-04-22 11:57
Witajcie!
Mysle, ze kilka przydatnych informacji znajdziecie na:
www.aroundsouthamerica.eu
http://picasaweb.google.com/aroundsouthamerica
Gdybyscie potrzebowali bezposredniego wsparcia - piszcie! :)
Powodzenia! :)
Wąsal
 
gryka
gryka - 2010-04-22 17:06
**Tez kupilismy w Wietnamie, ale tylko po Australii i Nowej Zelandii; nie chcielismy dzwigac wielkiego klocka przez 4 miesiece... teraz wiemy, ze trzeba bylo tak zrobic. mielismy nadzieje, ze w Chile da sie kupic jakas podrobke, albo uzywany, ale gdzie tam! (jedyne szanse - ale i tak mizerne - to probowac w hostelach np.Casa Roja) wiec jak mozecie, to kupujcie w Azji!!!!:)))
**Wasal! dziekujemy!!!
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018