Geoblog.pl    gryka    Podróże    Podróż Dookoła Świata część II    Trekking dzien 10-14
Zwiń mapę
2009
03
lis

Trekking dzien 10-14

 
Nepal
Nepal, Pokhara
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 9167 km
 
Dzien 10
Nocka była fatalna. Zimno i wysokosc zrobily swoje. Bolaly glowy, mi dretwialy nogi, oboje sie wiercilismy. Snu było niewiele. Pobudka o 6, bo wschod Slonca w Sanktuarium to przezycie niesamowite. Obserwowanie, jak zaczynaja sie rozswietlac wpierw pojedyncze wierzcholki i granie, a potem cale szczyty i masywy jest warte tak wczesnego wstania:) Pozegnalismy poznanych dzien wczesniej Polakow, którzy ruszali wczesniej niż my. Pogadalismy tez wreszcie z naszymi nocnymi towarzyszami. Niesamowita z nimi historia. Para z Kanady w dosc zaawansowanym wieku. Mieli tak popierdzielona przewodniczke, ze przegonila ich poprzedniego dnia nieziemsko. Szli z Himalaya Hotels do ABC. Przez ponad 10 godzin stromej wspinaczki po kamienistym szlaku pokonali około 1200m podejscia. Ja sobie tego nie wyobrazam nawet dla ludzi w sile wieku. A oni? Nie dosyc, ze starsi, to - jak sie okazalo - kobieta cierpiala na kurza slepote i widziala tylko w pelnym sloncu, a do tego miala tak solidnie rozwalona noge, ze musiala isc w klapku bez buta. Byliśmy w szoku. To musiala być totalna masakra, przekraczajaca sily przecietnego czlowieka. Wiekszosc trasy musiala być prowadzona za reke i w pelni asekurowana. A ta trasa wcale latwa nie była...I wcale nas to już nie dziwilo, ze byli wsciekli po dotarciu do ABC. Ja osobiscie, bym te przewodniczke pocwiatrowal i rzucil krukom na deser... Podczas pakowania Danusia zostala obdarowana przez te kobiete kamykami szczescia i dobra. Dostala 3 takie: jeden ma trafic do Polski, drugi do Laosu, a trzeci do Patagonii. Gdybysmy gdzies nie dotarli, to sami mamy zadecydowac, gdzie te kamienie znajda swoje miejsce. Niesamowici ludzie. Pelni determinacji, niespozytej sily i optymizmu pomimo tylu przeciwnosci losu. No i ta jej wczorajsza, wieczorna gra na tubie... Już w bardzo serdecznej atmosferze pozegnalismy sie, oni ruszyli troche wczesniej, my jeszcze chcielismy przez chwile nawdychac sie annapurskim powietrzem... Z zalem, ale musielismy powoli zaczac schodzic. Po drodze minelismy Kanadyjczykow, w MBC wypilismy herbatke i co chwilke ogladajac sie za siebie doszlismy do hotelikow w Himalaya. Zrobil sie jakis natlok turystow, bo dostalismy ostatni wolny pokoj. Droga powrotna nie była już tak ciezka, jednak nogi odczuly prawie 1200m zejscia. Znowu dostalismy lokatora do pokoju. Był nim Wloch wspolnie z zona wedrujacy do gory. W Himalaya Danusia wziela wreszcie prysznic, zjedlismy porzadna kolacje i zasnelismy snem glebokim, spokojnym, cieplym... To niesamowicie mile uczucie spac przez cala noc!:)
Dzien 11
W trakcie leniwego poranka trzeba było podkleic Danusi klapka. Przez ten caly czas te operacje wykonalismy tylko dwa razy, wiec patent sprawdzal sie rewelacyjnie. Tego dnia mielismy do pokonania tylko odcinek do Bamboo, gdzie wczesniej leczylismy zeba i zostawilismy czesc bagazy. Podczas spacerowego zejscia stroma sciezka chlonelismy widoki pojawiajacych sie kolorowych lasow, wysokich i rozgaleziajacych sie wodospadow. Często sie zatrzymywalismy, robilismy fotki, cieszylismy sie kazda chwila. Wiedzielismy, ze schodzimy i ze może w Himalajach już nigdy nie będziemy... W Bamboo byliśmy w poludnie. Odebralismy nasze rzeczy, wypralismy skarpetki, ja sie porzadnie wykapalem. Po obiadku już za troche mniejsze pieniadze (bo im wyzej tym drozej) moglismy nadrobic zaleglosci w pisaniu:) Musielismy nabrac sil, bo przed nami był bardzo ciezki dzien i do tego z duzo ciezszymi plecakami... Pizza (odrobina szalenstwa) i gotowane ziemniaki z maslem i sola mialy nam w tym pomoc:)
Dzien 12
Wyspani, wypoczeci, najedzeni, jednak z ciezszymi już znacznie plecakami ruszylismy do Chomrong. Powoli wychodzilismy z glebokiej, lesnej doliny na zbocze gory, którym dotarlismy do przejscia przez rzeke. Przed nami pojawilo sie to, czego najbardziej tego dnia sie obawialismy. Ogromne i strome zbocze i kilka tysiecy kamiennych schodkow do Chomrong... Koszmar. Ale wiedzielismy co nas czeka i kroczek po kroczku wspinalismy sie do gory szybko nabierajac wysokosci. Po drodze spotkalismy pare Polakow, ktora razem z Monika i Rafalem (serdeczni znajomi ze Szkocji, z którymi spotkalismy sie w KTM) byli na treku dookoła Annapurny. Chwilke z nimi pogadalismy, a ta przerwa na rozmowe bardzo nam sie przydala. Szlo sie bardzo ciezko i już nie mielismy najmniejszych watpliwosci, ze tego dnia nigdzie dalej jak do gornej czesci Chomrong nie dojdziemy. Rano mielismy pewne plany, ze może uda sie osiagnac Jihnu, ale teraz nie było o tym mowy:) tym bardziej, ze znalezlismy przyjemny hotelik gdzie podawano spore porcje jedzenia. Poznalismy tam tez bardzo sympatyczna, kolejna pare Polakow, a ich poczestunek oryginalna, szkocka whisky był wyborny! Dziekujemy!:) Spotkalismy tez dwoje zwariowanych ludzi ze Szwajcarii. Tego dnia, kiedy dotarli do Chomrong wyszli z MBC. Czyli 3 dni treku zrobili w jeden... Byli totalnie zmasakrowani, ale usmiechnieci i bardzo zadowoleni. My tez mielismy dosyc po tym schodkowym podejsciu i po dobrym jedzonku (smazone ziemniaczki ze spora porcja sera i ketchupem) zasnelismy snem glebokim:)
Dzien 13
Przy sniadaniu spogladalismy stromo w dol, gdzie kilkaset metrow pod nami była malenka miejscowosc Jihnu. Generalnie nic w niej ciekawego, gdyby nie fakt, ze niedaleko Jihnu były gorace zrodla z basenikami, w których można wymoczyc umeczone wedrowaniem po Himalajach nasze cialka:) Wspolnie z para szwajcarska dotarlismy tam bez problemu (ale nie bez wysilku...), zostawilismy bagaze w jakies knajpce i z reklamowkami w rekach (z klapakami, recznikami i gatkami na zmiane) podreptalismy znowu w dol do tych zrodelek. Troche nas przerazalo, ze będziemy musieli wracac stromo w gore. A w basenikach rewelacja! Tuz przy rzece ze wzburzana i lodowata woda moglismy sie wymoczyc w przyjemnie cieplej wodzie o temperaturze troche ponad 38°C. Wrazenie niesamowite:) Siedzielismy tam chyba ponad godzine, a rozleniwienie uroczo zaczynalo na nas dzialac. Jednak wiedzielismy, ze powinnismy z Jihnu przejsc choc kawalek dalej. Chcac nie chcac wdrapalismy sie na gore do bagazy, wczesniej wrzucajac do puszki przy zrodlach 100 Rs jako "dobrowolny" datek, pozegnalismy Szwajcarow i po skromnej przekasce ruszylismy w kierunku Kyumi. Strasznie nam sie nie chcialo, ale skoro w Pokharze zamierzalismy spedzic przynajmniej ze 2 dni, to musielismy. O dziwo szlo sie calkiem dobrze. Trawersujaca sciezka po stromych zboczach, nieraz bardzo blisko rzeki, do celu dotarlismy nawet zgodnie z czasem podawanym przez mapy:) Kyumi okazalo sie kameralnym miejscem wsrod kwiatow blisko rzeki. Idealne miejsce na odpoczynek:) Jutro czekal nas ostatni dzien na szlaku. Chcielismy znalezc sie w Naya Pul wczesnym popoludniem skad autobusem już prosto do Pokhary na wielki stek wieprzowy i piwo:))
Dzien 14
Dwa tygodnie w gorach! To było cos kapitalnego!:) Jednak pomimo wielu niesamowitych doznan, fenomenalnych widokow i wrecz mistycznych momentow, zdazylismy sie stesknic za cywilizacja. Jak na skrzydlach pokonalismy trase do Naya Pul w 4 godziny zatrzymujac sie na omlecie z ghurundzkim chlebem... Ledwo dotarlismy do asfaltu zobaczylismy odjezdzajacy wlasnie autobus do Pokhary. Plecaki szybko powedrowaly na dach z czescia pasazerow, a my do srodka. Już o 16 byliśmy w "naszym" hoteliku, w tym samym pokoju... Wielkie lozka, czysta posciel, lazienka, telewizor, taras z widokiem na Himalaje, jedzenie, pepsi-cola... Raj na ziemi!:) W Pokharze musimy nadrobic zaleglosci internetowe, zrobic wielkie pranie, kupic dla Danusi buty (choc tez rozwazalismy mozliwosc pozostawienia przyklejonych klapkow na stale...). Mamy cale 3 dni, żeby sie zrelaksowac zanim wrocimy do KTM. Bo 9 listopada rano ruszamy z Nepalu dalej...:)))
A sam trekking? Oczywiście sporo elementow, ktore nas denerwowaly i sporo, ktore zauroczyly. Z minusow: pierwsze dni ze spora iloscia bardzo stromym podejsc (to by nas nie wkurzalo) ale i zejsc i koszmarny upal; duzy ruch na szlaku wszystkiego co sie rusza: turystow, tragarzy, lokalnych ludzi, mulow; kupy tych ostatnich na drodze; pozniej już tylko ruch turystyczny, ale na waskich sciezkach czasami trudno było sie wymijac, szczególnie z grupami licznych Koreanczykow...; brakowalo tez elementow kultu religijnego, malo swiatynek czy czortenow; bardzo drogie i malo urozmaicone jedzenie. Jednak zdecydowanie przewazaja plusy: niesamowite tarasy z uprawami przeroznych roslin, szczególnie urocze w pelnym, albo zachodzacym sloncu; zaskoczyla spora ilosc kolorowych kwiatow i przydomowe, zadbane ogrodki; wioski Gurungow, gdzie moglismy podpatrywac ich codzienne zycie; dzikie lasy bambusowe i debowe porastajace gleboka doline z huczaca w dole rzeka; cudne spektakle z chmurami, mglami, gwiazdami, Ksiezycem, Sloncem i gorami w rolach glownych; no i przede wszystkim Samktuarium Annapurny...; ta wrecz namacalna bliskosc majestatycznych, pieknych, wysokich i osniezonych gor, otaczajacych nas z kazdej strony była powalajaca; nigdy wczesniej nie byliśmy ich tak blisko...
Dziekujemy Wam jeszcze raz maile i komentarze!! Pamietamy o Was wszystkich razem i o kazdym osobno:))
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (18)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (10)
DODAJ KOMENTARZ
AND
AND - 2009-11-04 14:31
zaje...niezle
 
Ulka
Ulka - 2009-11-04 16:27
suuuuper!! też tam kiedyś pojedziemy :) śnieżne pozdrowionka z Polski ;)
 
AND
AND - 2009-11-04 21:24
Dzisiaj rankiem trasa z Rokietnicy do Poznania to bylo 2godzinki. Zima zaskoczyla drogowcow.
 
Grzegorz G.z Pniew
Grzegorz G.z Pniew - 2009-11-04 22:16
Gratuluje i podziwiam.Podrozuje razem z Wami i czekam na nastepne wiesci.Zycze duzo zdrowia,determinacji i wielu dobrych pomyslow.Slowem szerokosci i przyczepnosci jak mowia Mobilki.
 
Sylwia B.
Sylwia B. - 2009-11-06 14:26
Podziwiam: …was, opisy, fotki!!! :)
 
Ciocia Irena
Ciocia Irena - 2009-11-08 00:35
Cześć! Czytałam zauroczona, jak najlepszą powieść, wspaniałe opisy przygody, ciekawość i napięcie co bedzie dalej, wszystko prawdziwe, rzeczywiste, aż miałam zadyszkę, jak "razem z Wami wspinałam się" pod górę. Nareszcie mam wyobrażenie jak wygląda trekking w Himalajach. Moi znajomi są aktualnie w Himalajach (też z Poznania), teraz wiem jak ta wyprawa wygląda, a najciekawsze są szczegóły, nawet karaluszki, pies i gra na tubie. Trzymajcie się cielutko i buziaczki.
 
gryka
gryka - 2009-11-08 14:30
Hej!
Baaaardzo dziekujemy Wszystkim za wpisy!:) Za kazdym razem, kiedy siadamy do komputera i odczytujemy Wasze maile i komentarze robi nam sie tak jakos milutko...:)) Pozdrawiamy serdecznie!!
 
przemir
przemir - 2009-11-18 15:58
a ja dopiero dzis znalazlem Waszego bloga i juz wiem ze ciezko bedzie czekac na nowe wpisy. Wyprawa, fotki, opisy MEGA !!

Pozdr i powodzenia
P
 
Paweł P
Paweł P - 2009-11-19 00:47
zdjęcia superowe - ale góry przyprawiają mnie o gęsią skórkę - czuje się przed nimi respekt
 
Paweł P
Paweł P - 2009-11-19 00:48
tak teraz patrzę, że niektórzy zamiast iść spać to czytają namiętnie Waszą relację :)
 
 
zwiedzili 26.5% świata (53 państwa)
Zasoby: 516 wpisów516 616 komentarzy616 9029 zdjęć9029 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróżewięcej
07.09.2021 - 22.09.2021
 
 
08.09.2019 - 20.09.2019
 
 
03.09.2018 - 24.09.2018