Geoblog.pl    gryka    Podróże    Egipt 2026    Pierwszy widok na piramidy i jak zapuściliśmy sie w bardzo nieturystyczne rejony...
Zwiń mapę
2026
14
wrz

Pierwszy widok na piramidy i jak zapuściliśmy sie w bardzo nieturystyczne rejony...

 
Egipt
Egipt, Cairo
Przejechano 4075 km
 
Lądujemy w Kairze ok. 8 rano.Straszne tłumy, głównie Chińczyków. Kair ma 5 terminali. My lądujemy na T3, gdzie ląduje tu nawet 10 samolotów w 5 minut! Lotnisko jest ogromne, po wylądowaniu jedziemy po jego płycie dobre 15 minut. Musimy jeszcze ogarnąć wizę. Wygląda na to, że można po prostu zakupić w maszynach, ale są okienka, do których ustawiaja sie gigantyczne kolejki. Kontaktujemy sie z naszym agentem, który potwierdza, że możemy wizy zakupić w maszynach. Trochę panikujemy, że jest wazna na tydzień, ale potem sie okazuje, że na miesiąc, tylko mamy tydzień na jej wykorzystanie. Sympatyczny pan ogarnia tez dla nas karty SIM i zaprowadza do busika, którym zostajemy zawiezieni na nasz pierwszy nocleg, w Gizie – Mazar the Pyramid (ok.40min drogi). Okolice lotniska czyste, im dalej, tym gorzej. Giza to syf, brud i ubóstwo, ale sam hotel bardzo przyjemny. Czekamy trochę na check in, bo nie ma jeszcze 12. Dostajemy pokój przy basenie, a z tarasu restauracji mamy piękny widok na piramidy! Szczególnie magicznie wyglądają wieczorem w zachodzącym słońcu. W ciągu dnia usiłujemy sie przespać, a przynajmniej odpocząć po długiej podróży. Tomkowi skonfiskowano podczas drugiej kontroli osobistej dezodorant (w Edynburgu nie obowiązują już limity płynów, ale w Atenach wciąż tak), więc wpadam na genialny pomysł, żeby się przejść do najbliższego sklepu. Tomek jest przeciwny takim wedrówkom, ale daje sie namówić na kawałek “autentycznego” Egiptu... Spacer w jedną stronę zajmuje nam około 20 minut..ale nie jest to przyjemność. Ilość śmieci porównywalna tylko z Indiami. Boczne uliczki niczym nieutwardzone, wszystko zakurzone od piachu. Żadnego białego, najwyraźniej nikt z turystów tu się nie zapuszcza, mimo tego, że do piramid stąd rzut beretem. Niby toczy sie normalne życie, jakaś knajpa na otwartym powietrzu, oddalona metr od wysypiska śmieci, po którym przechadzają się wychudzone psy i wyjadają resztki (znów skojarzenie z Indiami); grupki facetów palących sziszę i grających w gry planszowe. Auta, a obok wielbłądy, jakiś osiołek. Nikt nas nie zaczepia, ale czujemy sie conajmniej nieswojo. Ktos nam wskazuje drogę do..piramid, bo czego innego mógłby tu szukać biały? Docieramy do tego niby marketu, który jest małym osiedlowym sklepikiem, z którego korzystają mieszkańcy okolicznych niedokończonych, odrapanych i rozlatujących się bloków. Kupujemy co chcemy, łacznie z taniutkimi i przepysznymi owocami mango i wracamy inną droga do hotelu, modląc się w myślach, żeby nikt nas nie zaczepiał. Uff... jesteśmy w hotelu. Tylko nieco zakurzeni. Przy basenie trwa właśnie disco w wodzie... na szczęście okolo 22 wszystko ucicha. Wchodzę na chwilę do wody dla ochłody.
Dobry lunch i potem obiad na naszym tarasie, zupka cebulowa, a potem szaszłyki z kurczaka z tahini. Bardzo dobry lemon cider na ciepło z laską cynamonu.
 
 
Zdjęcia (4)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
zwiedzili 29.5% świata (59 państw)
Zasoby: 631 wpisów 631 660 komentarzy 660 11215 zdjęć 11215 0 plików multimedialnych0
 
Nasze podróże więcej
11.09.2026 - 16.09.2026
 
 
12.09.2025 - 20.09.2025
 
 
11.06.2025 - 20.06.2025